Ligowe prognozy, czyli piłkarskie TVN Meteo

Prognozy z TVN Meteo mają to do siebie, że rzadko się sprawdzają. Podobnie jest z przewidywaniami dotyczącymi naszej Ekstraklasy. Dziennikarze/eksperci zupełnie jak pogodynki nie dbają o to czy mówią prawdę, bo przecież nie za to im płacą, prawda?! Liczy się ilość słów, artykułów i felietonów, a nie ich zawartość merytoryczna.
Każdy pseudo-spec ma swoje przypuszczenia odnośnie końcowych rezultatów w lidze i nie ukrywam, że ja także dałem się ponieść temu (jakże zdradliwemu) nurtowi. Dlatego dziś postanawiam zmienić kolor skóry i na chwilę [bezstresowo] zamienić się w Omenę Mensah. Dlaczego akurat w nią? Każda szanująca się drużyna musi mieć w swych szeregach choć jednego murzyna, więc staram się pozostać w klimacie piłkarskim.
Oto moje prognozy na nadchodzącą rundę…

Do spadku marsz!
Odra i Piast.

Niemożliwe po tym sezonie stanie się możliwe i w końcu klubik z Wodzisławia wyleci z Ekstraklasy. Całkiem słusznie, bo ile może trwać ten “fenomen”?! Każdy kto choć w najmniejszym stopniu interesuje się polską piłką dobrze wie, że Odra nie wnosi do ligi NIC. W przygranicznym mieście poradzą sobie bez Ekstraklasy, a i najwyższa klasa rozgrywkowa za Odrą tęsknić nie będzie. Nie pomogą transferowe “hity” pana Serwotki - Cantoro, Onyszko, Brasilia i inni powiększą tylko dziurę w budżecie i zepchną klub w finansowy dół jeszcze głębiej.
Między Jagiellonią (miejsce 10.) i Zagłębiem (miejsce 15.) są tylko 2 punkty różnicy. Zwiastuje to powtórkę z ubiegłego sezonu i walkę o utrzymanie do samego końca. Z pewnością to właśnie tych sześć zespołów między będzie toczyło bitwy, które złożą się na wojnę o życie w Ekstraklasie. Według mnie w tej “małej tabeli” ostatni będzie Piast i to on będzie towarzyszył Odrze w wycieczce do I ligi. W Gliwicach nie wytrzymają presji - po pierwszym potknięciu przyjdą kolejne - i nie uratują się przed spadkiem.

Kto Mistrzem?
Legia.

Warszawiacy odrobią 5 punktów straty do Wisły i ją wyprzedzą. Niezły terminarz (z trudniejszych wyjazdów tylko mecz w Poznaniu), brak kontuzji, brak Chinyamy (tak, wiem: był królem strzelców, razem z tym zajebistym Brożkiem) - czyli skuteczność zespołu automatycznie wzrasta. Wszystkie to przypadki i zrządzenia losu plus naprawdę niezła kadra sprawiają, że tytuł zdaje się wsiadać na Dworcu Głównym i już jechać w stronę Warszawy Centralnej.
Jakby tego było mało pod Wawelem wyraźnie chcą Legii pomóc, bo w przerwie zimowej nie ściągnęli nowego bramkarza, zatem kilka gratisowych bramek dla rywali Wisły mamy zapewnionych. “Paweł Mariuszek” jest gwarancją puszczania szmat z wyjątkową gracją i łatwością.
Na szczęście na Reymonta poznali się już na Mariuszu Jopie i namówili do powrotu Clebera, który razem z Marcelo stworzy świetny duet stoperów (w Głowackiego to ja nie wierzę).
Mimo to Biała Gwiazda nie świeci już takim blaskiem jak wcześniej - nieskuteczny Brożek i Małecki, brak reżysera gry z prawdziwego zdarzenia i w bramce ten pajac zamiast piłkarza. Obrona tytułu mimo przewagi na starcie się nie powiedzie.
Lech do walki o Mistrzostwo się nie włączy. Dlaczego? Zespół ze stolicy Wielkopolski ma najmocniej zachwiane proporcje między trenerem a piłkarzami. Jak na swój niezły zespół ma zdecydowanie za słabego trenera. Jacek Zieliński nie potrafi wyciągnąć maksimum z całej drużyny. Jan Urban i Maciej Skorża nie są jakimiś genialnymi strategami, ale mają lepsze kadry i dlatego są wyżej w tabeli.

Kto Królem Strzelców?
Robert Lewandowski.

W dużej mierze to on będzie ciągnął Lecha do przodu i zapewni mu III miejsce. Gra poznaniaków nie będzie skomplikowana - Peszko będzie szarpał na skrzydle i podawał a Lewandowski strzelał. Jeśli napastnika Kolejorza nie dopadnie kontuzja, to przy ogromie okazji swoje wykorzysta i pozostanie najlepszym strzelcem Ekstraklasy.

Tak wyglądają moje odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania przed dzisiejszym wznowieniem ligi. Po sezonie dowiemy się czy ze swoimi przewidywaniami mam szansę na tytuł “eksperta” czy jedynie na angaż w TVNMeteo…

* Skomentuj ten wpis

Goodbye Fabian?

Ciekawe czy takie słowa Arsene Wenger skieruje po dzisiejszych popisach w bramce do Łukasza Fabiańskiego. Niestety to, jak Fabian puścił oba gole widział cały piłkarski świat. Jak spadać to z wysokiego konia…

Tym samym bramkarz Arsenalu dołączył na YouTube’ie do znakomitego towarzystwa Tomka Kuszczaka oraz Artura Boruca. Można teraz całkiem fajny (i długi) filmik zmontować przedstawiający nieporadność polskich golkiperów.

Dariusz Szpakowski pewnie zastanawiałby się:
I teraz pytanie - czy Arsene Wenger zareaguje impulsywnie i powie Fabiańskiemu “Goodbye”, czy zachowa jednak spokój i cierpliwość w stosunku do polskiego bramkarza?

Według mnie dni Fabiańskiego w Arsenalu są już policzone. Nie, nie z powodu dzisiejszych błędów, nie tylko przez nie. Fabiański jest w Arsenalu już prawie 3 lata, przez ten czas wystąpił w pierwszej drużynie ponad 30 razy. Czy jednak po którymkolwiek występie ktokolwiek powiedział, że Fabiański uratował skórę Kanonierom? Nie przypominam sobie. Owszem, były pozytywne opinie o polskim bramkarzu, kilka interwencji miał naprawdę na najwyższym poziomie. Ale to wszystko. Trochę mało, jak na taki klub jak Arsenal. W wielkim piłkarskim świecie bramkarz musi”robić różnicę”. A Fabiański nigdy jej nie robił, nawet w Legii.

Ostatnio rywalizacja bramkarzy Arsenalu przypomina pojedynek ślepego z kulawym. Niewidomy Almunia puszcza szmaty, a jednonogi Fabiański nie chce być gorszy. Ta nieporadność musi frustrować wszystkich dookoła, ale nie mam wątpliwości, że ten bramkarski kabaret jeszcze trochę potrwa. I dumny tytuł “bramkarza Arsenalu” będzie nosił ślepy Hiszpan.

Reasumując myślę, że Fabian nie dostanie kolejnej szansy w Londynie. Oczywiście “dogra” sezon do końca i nie wykluczone, że zagra nawet w rewanżu z Porto, ale w czerwcu odejdzie. Zostanie wypożyczony do jakiegoś klubu w Ligue 1, tam będzie bronił dobrze i Francuzi go wykupią. Ale do tego czasu Fabiański musi zapomnieć o reprezentacji, ponieważ dał dziś Smudzie znakomity pretekst do pomijania go przy powołaniach. A Franek takie prezenty lubi, bo żaden dziennikarzyna mu w temacie “niepowołany Fabiański” nie podskoczy.

Zacząłem od mojego ulubionego komentatora to i na koniec go sparafrazuję:
Ze stadionu Emirates żegna się z Państwem Łukasz Fabiański!

* Skomentuj ten wpis

Nie było wstydu na “Niemym Losowaniu”

Masha Efrosinina i Piotr Sobczyński przyjemnym dla ucha angielskim poprowadzili całą imprezę. Premier Tusk wykuł się w tym języku kilku zdań, mając w pamięci lingwistyczne wpadki podczas wizyty  Condoleezzy Rice. Przed kamery nie wyrywał się też prezes Lato aby powiedzieć, że jest very happy, czy wiceprezesi Engel i Piechniczek po to by nadmienić coś o polskiej myśli szkoleniowej i rzutach rożnych - każdym bitym inaczej.
Umówmy się, kompromitacji być nie mogło! Do PKiN zjechały się takie tuzy, że wspomnieni wcześniej wiceprezesi musieli zadowolić się miejscami w ostatnich rzędach.  Samobóje to możemy sobie strzelać na krajowym podwórku, ale nie podczas meczu międzynarodowego. Taka impreza to nie miejsce na prywatne gierki i szeroko pojęty polski obciach, tu wszystko musi się błyszczeć i pięknie pachnieć. Dziadki leśne mogły wziąć więc dzień wolny.

Ogólnie całą tą galę odbieram pozytywnie. Od strony technicznej wszystko idealnie - przyjemny podkład muzyczny (nie chodzi mi tu o występ Audiofeels), świetna, bazująca na logo EURO2012, oprawa graficzna podczas losowania. Te wszystkie efekty multimedialne tworzyły dobrze znaną harmonię pod szyldem UEFA.

Niemniej jednak mam kilka zastrzeżeń…

Zastrzeżenie nr 1 - wybór “sierotek”
Ze strony ukraińskiej: Andrij Shevchenko i Oleg Błochin
Ze strony polskiej: Zbigniew Boniek i Andrzej Szarmach

Co do naszych sąsiadów to… myślałem, że turniej organizujemy wspólnie z Ukrainą, a nie Rosją! Może i Ukraińcy utożsamiają się z napastnikiem Dynama, ale on mimo wszystko woli chyba “Wielkiego Brata”, podobnie jak Błochin. Bardzo wymowny był moment, jak prowadzący zadawali “sierotkom” pytania w ich ojczystym języku i Shevchenko z Błochinem odpowiadali po… rosyjsku. Czyżby ukłon w stronę nowego prezydenta? Raczej stare przyzwyczajenie.
Dobra, ale zostawmy Ukraińców.
O Bońku można powiedzieć wiele [niedobrego], ale na “sierotkę” to on się nadaje jak mało kto! Fajnie jest się pochwalić w 100 telewizjach, że Polak jest przyjacielem prezesa UEFA i razem z nim strzelał kiedyś na treningu bramki Giovanni’emu Trapatonni’emu. A, że “Zibi” lansować się potrafi, to świetnie ubrał te przechwałki w słowa. Oj tak, Boniek jest świetnym towarem eksportowym.
Andrzej Szarmach… tak… nie wiem kto wpadł na ten pomysł. Zupełnie niemedialny, w dodatku niefotogeniczny, niepotrafiący dobrze sklecić zdania (po polsku!) - my takiego gościa wypychamy na salony. Trzymając się ukraińskiego schematu “stary-młody” mogliśmy zamiast Szarmacha wybrać np. Dudka. Jestem pewien, że on podczas losowania czułby się jak ryba w wodzie, a kibice w Anglii i na całym Świecie nie musieliby się zastanawiać kto to taki. Poza tym bylibyśmy światkami, przyjemnej dla nas, retrospekcji pod tytułem “Finał LM 2005″.

Zastrzeżenie nr 2 - odklejająca się dekoracja
Szczególnie przy zbliżeniach na Bońka, fioletowe tło za nim w kilku miejscach odchodziło. W kamerze wyglądało to trochę biednie. Scenograf niestety się nie popisał.

Zastrzeżenie nr 3 - “Nieme Losowanie”
Przez to nawet komentator TVP Maciej Iwański (dla którego zawsze wszystko jest fantastyczne) stwierdził, że losowanie jest spokojne i nudne. Chodzi oczywiście o sam moment wyciągania piłeczek z koszyków. Podczas najważniejszego elementu ceremonii głos zabierał jedynie prowadzący losowanie Gianni Infantino. “Sierotki” losowały zespół i bez słowa pokazywały kartkę z nazwą państwa. Tutaj czegoś brakowało. Jakiegoś stęknięcia, jęknięcia, charknięcia, kichnięcia… A tu nic, grobowa cisza. Zabawny Włoch kilka razy nawet próbował nawiązać kontakt ze swoimi pomocnikami, ale się nie udało. Szkoda.

Zastrzeżenie nr 4 - rosyjski wagon metra i cerkwie, czyli miasta-gospodarze EURO2012
Filmiki prezentujące EURO-miasta okazały się zbędne. Mówiąc łagodnie: nie przedstawiały ani nas, ani Ukraińców w kolorowych barwach.
Neptun, morze, rynek, kościół, witraże, Koziołki, rynek, kościół, kościół, rynek, witraże, Kolumna Zygmunta, metro, rynek, kościół - tak przedstawiono polskie miasta.
Na Ukrainie schemat był jeszcze prostszy: cerkiew, cerkiew, cerkiew, plac, cerkiew, plac, plac…
Rozumiem, że chodziło o to, aby uciec od pokazywania (nieistniejących) stadionów, ale żeby od razu chwalić się metrem [w Polsce] i milionem cerkwi [na krainie]?!

Momentami wiało nudą, ale zwykle tak jest na tego typu imprezach. Przecież tak naprawdę w tym momencie żadnego trenera nie obchodzi gdzie odbędzie się turniej w 2012 roku, tylko z kim przyjdzie mu rywalizować o udział tych Mistrzostwach.
Biorąc pod wagę to, że przed losowaniem nasze media obawiały o kompromitację można stanowczo powiedzieć, że było dobrze. Pierwszy poważny test pod nazwą “EURO 2012″ zaliczony. Może teraz sami podnieśmy sobie poprzeczkę i kolejne sprawdziany spróbujmy zdać celująco?!

* Skomentuj ten wpis

Tarasiewicz vs Urban, czyli jeden problem w dwóch zespołach

Na początku krótki opis problemu, który wrócił do mnie po obejrzeniu niedzielnego “Cafe Futbol”:
Janusz Gancarczyk gra w Śląsku Wrocław. Do końca kontraktu zostało mu pół roku. Piłkarz podpisuje kontrakt z innym klubem (w tym wypadku z Polonią Warszawa), który wejdzie w życie dopiero za 6 miesięcy. Trener wrocławskiej drużyny oznajmia, że Gancarczyk nie zagra już w jego drużynie ani minuty i przesuwa go do rezerw.

Jan Mucha gra w Legii Warszawa. Do końca kontraktu zostało mu pół roku. Piłkarz podpisuje kontrakt z innym klubem (w tym wypadku z Evertonem F.C.), który wejdzie w życie dopiero za 6 miesięcy. Trener warszawskiej drużyny oznajmia, że Mucha nadal będzie grał i pozostanie liderem drużyny.

No to kto ma rację: Tarasiewicz czy Urban?
Dla mnie odpowiedź jest prosta. Zachowanie Tarasiewicza to idiotyzm. Nie wystawianie dobrego zawodnika do składu (a za takiego był uważany do tej pory w Śląsku Gancarczyk) to osłabianie drużyny i ewidentne działanie na szkodę klubu. Trener rozbija zespół, chociaż absolutnie nie jest do tego zmuszony.
Twierdzenie, że Tarasiewicz wykonuje w Śląsku pracę długofalową i nie potrzebuje wyników teraz, tylko (na przykład) w sezonie, w którym wybudowany zostanie we Wrocławiu nowy stadion jest jakimś durnym komunałem, powtarzanym ciągle przez naiwnych “znawców”. W piłce nożnej nie chodzi o to, żeby być dobrym kiedyś. Każdy chce, aby jego klub grał dobrze. Tu i teraz. A Tarasiewicz nie korzystając z jednego ze swoich ogniw pozbawia właściciela, kibiców, drużynę oraz siebie tej szansy.
Budowanie drużyny, czy szykowanie formy na określony termin naszym trenerom wybitnie nie wychodzi. Wisła nie gra w Lidze Mistrzów, Lech nie jest Mistrzem Polski…
Niech więc nasi stratedzy nie dorabiają jakiś skomplikowanych teorii do swych prostych posunięć.

Wyobrażacie sobie, że Urban odsuwa od drużyny Jana Muchę? Nie, chociaż sytuacja jest dokładnie taka sama, jak ta we Wrocławiu. Mucha odejdzie, Legia nie dostanie za niego pieniędzy. Mimo, że był “nielojalny” wobec klubu to będzie grał. Urban wie, że odesłanie bramkarza na trybuny byłoby zwykłą głupotą. Trener Legii nie kara zawodnika, za błędy działaczy, którzy nie przedłużyli z nim umowy wcześniej.

Oczywiście w “Cafe Futbol” [nie było tam mojego kontrprzykładu z Janem Muchą], którego gościem był Tarasiewicz prowadzący przez cały program konsekwentnie wylewali wazelinę na trenera oznajmiając, przekonując i zapewniając, że na jego miejscu zrobiliby dokładnie to samo, dla dobra drużyny. Całe to lizusostwo ze strony redaktorów Borka, Kołtonia i Kowalczyka nie było w zasadzie niczym nowym, bo wydaje się, że oni tak szukają przyjaciół w środowisku. A podany argument Kołtonia, że “nie trenowałby przez pół roku piłkarza innej drużynie” skłania mnie do refleksji. Jakie to szczęście dla polskiego futbolu, że Roman Kołtoń nie został trenerem, bo jego klub albo nie przeprowadzałby transferów w ogóle, albo co roku wygrywałby wszystko i rozgrywki stałyby się nudne…

Jedno ważne wyjaśnienie na koniec: nie porównywałem tu o co walczą oba zespoły, kto daje więcej swojemu klubowi - Gancarczyk Śląskowi czy Mucha Legii ani stylu w jakim zawodnicy opuszczają swoje zespoły. Chodziło o zachowanie trenera wobec zawodnika i o skutki jego decyzji.

* Skomentuj ten wpis

Trochę lodu dla Franza!

Czyżby nowemu selekcjonerowi odbijała już sodówka? Co prawda to określenie brzmi zabawnie w kontekście trenera, a nie zawodnika, ale…
W jednym z pierwszych wywiadów Smuda zapowiedział, że “przed nikim nie zamknie drzwi do reprezentacji”, “że nie będzie zaglądał piłkarzom w metryki” i tak dalej… Ostatnio jednak nasz narodowy coach zaprzecza sam sobie. Najpierw stwierdził, że Roger raczej nie zagra na EURO, teraz powiedział, że “Rasiak miał już swoje 5 minut w kadrze”.  Coś tu nie gra. A gdyby dwaj panowie R w 2012 byli w życiowej formie? Trenerze, po co gadać żeby gadać?

Nie chodzi o to, że ja od pana Rasialdo czy pana “prawa noga Polak, lewa Brazylijczyk” rozpoczynałbym ustalanie składu (teraz czy na EURO), ale o bezsensowne wypowiedzi ze strony Smudy, bo co on uzyska dyskryminując Rogera i Rasiaka? Dawid Janczyk zacznie mocniej trenować, bo pomyśli Świetnie! Grzesiek Rasiak nie będzie grał w kadrze, czyli ja mam większe szanse na występy! albo bystry Maciek Iwański wydedukuje Wspaniale! Ta brazylijska łamaga już nie będzie tracić piłek w reprezentacji i to ja będę głównym reżyserem gry! Szczerze wątpię.

Dziwną strategię obrał ten nasz selekcjoner. Wcześniej publicznie śmiał się z wagi Boruca, zamiast do niego zadzwonić i powiedzieć: “Artur ogranij się, wierzę w ciebie!”. Biadolenie Smudy jest bardzo ryzykowne. Co w tym złego, że jakiś piłkarz w wywiadzie wyrazi chęć występów w biało-czerwonych barwach? Nic. Co najwyżej jest to śmieszne, jeżeli powie to grajek pokroju Piotra Polczaka albo Mariusza Pawełka. Mimo to, trener musi bardziej uważać, na to co mówi. A uwagi w stylu “gruby”, “słaby”, “niezły”, “obserwować”, “olać” powinien pisać jedynie w swoim notesie.

Dla jasności - uważam, że Smuda to naprawdę dobry trener i - jeżeli chodzi o polskich szkoleniowców - był to jedyny słuszny wybór na selekcjonera. Niepokoi mnie co innego - Franz jest notorycznie zagłaskiwany przez wszystkich dookoła. Tylko czekam na jakiś wywiad-rzeka w Gali, Sukcesie czy innej Vivie. “Smuda - świetny trener, kochający mąż, wspaniały ojciec”. Wszystko to po porażce z Rumunami i wygranej z Kanadą, bo skoro Rybus strzelił pięknego gola to znaczy, że Smuda kocha swoją żonę. Zabawne (i niepokojące zarazem) jest to bicie piany. Mam jednak nadzieję, że Franz się w tym nie zatraci(ł).

Póki co sprawdza się teza Piotra Reissa, którą opisał w swojej książce - trener Smuda chce być jedyną gwiazdą zespołu. To mi się nie podoba, bo rozumiem na przykład wykreowany przez siebie wizerunek Jose Mourinho. Portugalczyk doskonale przenosi presję z piłkarzy na siebie, obrażając rywali, tenerów i sędziów. Smuda natomiast śmieje się głównie ze swoich zawodników (z PZPNu nie może, bo mu tego zabrania zapis w kontrakcie). Oby szybko zrozumiał, że w ten sposób robi we własne gniazdo. Jeżeli nie chce planuje powołać na EURO2012 Rogera to niech mówi o tym swojemu kumplowi przy piwie, a nie w Przeglądzie Sportowym.

* Skomentuj ten wpis

“Piłka Nożna” nie zna się na piłce nożnej

Koniec roku to zawsze czas plebiscytów, rankingów i podsumowań wydarzeń, które miały miejsce w poprzednich 12 miesiącach. Później okazuje się, że 80% rankingów ma takie same kategorie i ku wielkiemu zaskoczeniu telewidzów ich zwycięzcy noszą identyczne nazwiska! Niemniej każda redakcja kusi się o “własny” plebiscyt, by pokazać, jak bardzo zna się na tym, o czym pisze. No to dziennikarze Piłki Nożnej strzelili sobie ładnego samobója. Na uroczystą galę spędzili wielkie osobistości, piłkarskie autorytety (sprzed lat oraz z czasów obecnych), ściągnęli potężnych sponsorów, jak Carlsberg i Nemiroff (wyjątkowo niedobra wódka, ale może chodziło o symbolikę, że Ukraińska, że to nasi bracia, że Euro2012 - chyba pierwszy na to wpadłem) i zatrudnili Bożydara Iwanowa jako konferansjera, a wiadomo, że redaktor Polsatu też lubi trochę grosza przytulić. No i organizatorzy zrobili trochę z igły widły, bo czy tygodnik Piłka Nożna jest poważnym tytułem na rynku? Niby dużej konkurencji nie ma, ale gdyby nie poważna i dumna nazwa to pewnie i BravoSport ze swoimi plakatami by ich przebiło… A wybór dzisiejszych laureatów sprawia, że ja prędzej kupię ten dwutygodnik dla trzynastolatków, niż “Piłkę Nożną”.

Zwycięzcy poszczególnych kategorii:

Mariusz Lewandowski - Piłkarz Roku
Reprezentacja kobiet - Najlepsza Drużyna Roku
Zagłębie Lubin U19 - Młodzieżowcy Roku
Maciej Tataj - Pierwszoligowiec Roku
Jan Mucha - Obcokrajowiec Roku
Robert Lewandowski - Ligowiec Roku
Patryk Małecki - Odkrycie Roku
Waldemar Fornalik - Trener Roku
Franciszek Smuda - Osobowość Roku

Co mi się nie podoba? To, że kilka tytułów (samych nazw) nie pasuje do nagrodzonych. Nie wnikam w to jak byli wybierani laureaci (chociaż długonocne debaty w redakcji muszą być szalenie ciekawe), ale jeżeli już nagrodę miał dostać Mariusz Lewandowski to można było stworzyć dla niego inną kategorię - “Kwasiarz Roku”, “Antylider Roku”, albo jak ktoś chce być mniej prześmiewczy to “Zdobywca Najważniejszego Trofeum Roku”, bo rozumiem, że Lewy zwycięrzył, bo zdobył Puchar UEFA?

Sam piłkarz wykazał się dużym dystansem do siebie, bo odbierając tytuł powiedział, że mówienie nie jest jego mocną stroną. Zapomniał dodać, że kopanie piłki również, ale kolejny raz pamiętał, żeby “pozdrowić rodzinkę”, więc bilans jest mniej więcej na 0.

Jeżeli chodzi o Jana Muchę - jego zwycięstwo jest bezdyskusyjne. Legia od lat ma najlepszych bramkarzy w lidze. i mam takie wrażenie, że za każdym razem gdy wyróżniany jest jej bramkarz to razem z nim powinna na scenę wychodzić jeszcze jedna osoba. Nie jego żona, nie jego dziecko, jego trener - Krzysztof Dowhań. To, bezdyskusyjnie, największy fachowiec wśród trenerów w Polsce.

Wygranej Macieja Tataja nie osądzam, nie widziałem go w akcji aż tyle razy, by być do tego kompetentny. Triumfy Lewandowskiego i Małeckiego były do przewidzenia. Nie są to specjalnie kontrowersyjne wybory, chociaż argumentów przeciw można by trochę poszukać. Dziś w Canale+ pewnie również wygrają.

Sam fakt przyznawania tytułu “Osobowość Roku” w plebiscycie piłkarskim (sportowym) jest niezwykle śmieszny. Ale kategoria jest, bo jest - wygrał Smuda, bo kto inny mógł wygrać? Janusz Wojciechowski to za nominację chyba zapłacił. Szkoda tylko, że nie ma jakiś uzasadnień przy wręczaniu nagrody chociaż w tej kategorii. Smuda dostał statuetkę za… to, że zajął z Lechem 3 miejsce w lidze? że zdobył z Zagłębiem kilka punktów? a może za to, że miał odwagę objąć reprezentację? Znowu nazwa kategorii kuje w oczy, bo bardziej adekwatny, do tego co zrobił Smuda byłby tytuł “Ratownik Roku”, albo można by poszaleć i już dziś trenerowi wręczyć trofeum “za całokształt”, bo nie wiadomo jak się skończy jego praca z reprezentacją… Nie chodzi o to, że żałuję Smudzie nagrody, niepokoi mnie jednak to, że Franz jest notorycznie przez wszystkich głaskany, wazelina leje się z każdej strony, chociaż nie zawsze powinna. I najważniejsze - chciałbym poznać osobiście człowieka, który wpadł na pomysł, żeby statuetkę za “Osobowość Roku” wręczał Antoni Piechniczek. Masz fantazję chłopie!

Pozdrawiam również Adama Godlewskiego, który wręczając narodę dla Trenera Roku próbował pobić w lekkości wypowiedzi i frywolnych żartach samego Karola Strasburgera i tym samym zbłaźnił się niezwykle (wiadomo, że Karol jest jedyny i niepowtarzalny).

Co do Waldemara Fornalika, to rzeczywiście jego Ruch w tym sezonie spisuje się bardzo dobrze. Czy to jest jednak wystarczające do zdobycia wyróżnienia Trener Roku? Według “Piłki Nożnej” tak. Według mnie nie.

O futbolu w wersji żeńskiej pisałem w innym miejscu, więc nie wchodźmy na ten temat, a jeżeli chodzi o Zagłębie U19 to fajnie chłopaki, że jesteście najlepsi, tylko pamiętajcie, że nikt was na tej Gali poważnie nie traktował (może słusznie, bo pewnie żaden z was oszołamiającej kariery nie zrobi). Dziennikarze stworzyli tą kategorię, aby pokazać w telewizji, że obchodzi ich co się dzieje w rozgrywkach młodzieżowych, ale na późniejszym bankiecie, poza kamerami, pewnie i tak żaden z nich do was nie podszedł.

Zabawne było ujęcie pod koniec transmisji pokazujące stojący w rogu stolik, przy którym siedzieli kolejno (od lewej): Michał L., Zbigniew K. (oczywiście z brzuchem na wierzchu), Antoni P. i Jerzy E.; w tym momencie brakowało mi tylko podpisu na “belce”: “dziadki leśne”.

“Piłka Nożna” i Polsat chcieli zrobić “Galę” przez duże “G”. W sumie prawie się udało, bo wyszło duże “G”.
Zobaczymy co pokaże Canal+ na swoich “PIłkarskich Oscarach” (nazwa brzmi prawie dumnie)…

* Skomentuj ten wpis

Na ślepotę nie ma rady, Polska - Anglia C 1:2

W sens istnienia kadry U-23 wierzyli chyba tylko nieliczni działacze PZPN (ci najbardziej błyszczący w telewizji) i jej trener (bo musi, szefowie mu kazali). Po wczorajszej porażce, pozwolę sobie przypomnieć: Polska U-23 przegrała z Anglią C (tak nazywają się na papierze) 1:2, trener pewnie też zwątpił. Ja mu się specjalnie nie dziwię - to nie jest przyjemne dostawać z każdej strony po mordzie, a wynikami prowokować wrogów do kolejnych ciosów.
Pierwszego gola strzelił nam gościu z Cambridge United, czyli klubu z piątej ligi angielskiej. Wiadomo: każdemu normalnemu Cambridge kojarzy się z uniwersytetem, a nie klubem piłkarskim. Jeżeli zatem nasz bramkarz i obrońcy dają się wykiwać jakiemuś angielskiemu studencinie, to przepraszam, a raczej sorry kariery w piłce nie zrobicie. Drugiego gola zdobył Matthew Barnes-Homer, piłkarz szóstoligowy. Przykro mi Matthew, ale ta bramka w transferze do wyższej ligi raczej ci nie pomoże. Od jakiegoś czasu nikt nie liczy się z polską kadrą A, a o kadrze U-23 w ogóle nikt nie wie.
Właśnie przeczytałem, że w składzie Anglików C “rekordzista” gra w ÓSMEJ LIDZE angielskiej! Przejrzałem skład w jakim my wystąpiliśmy. Prawie wszyscy, poza znajomymi trenera Majewskiego z Cracovii, zawodnicy grają w najwyższej klasie rozgrywkowej! Na ich miejscu nie wpisywałbym sobie w CV, że jestem reprezentantem Polski U-23. Chyba, że by trochę zmienić formułkę i napisać jestem zawodnikiem bezpośredniego zaplecza pierwszej reprezentacji, bo tak o kadrze U-23 mówi PZPN.
Kadra U-23 to nieporozumienie. To jest oczywiście jasne dla wszystkich poza PZPN-em. Przypomnę, że żaden kraj w Europie, oprócz nas, nie ma kadry U-23. Dlatego sensu egzystencji takiej polskiej reprezentacji nie ma, bo siłą rzeczy musi ona mierzyć się z półamatorami. Co gorsza - ona z nimi przegrywa [tak, tak, wiem wygraliśmy wcześniej z Walią! brawo!].
Kilka miesięcy temu, jeszcze przed powstaniem kadry U-23 pojawiały się tylko argumenty przeciwne, teraz jest ich jeszcze więcej, ale na rozwiązanie się nie zanosi. Ci młodzi chłopcy mogą stanowić o sile naszej reprezentacji na EURO2012 słyszę już w uszach znajomy głos trenera/działacza/mentora z wąsem.
Litwa, Łotwa, Belgia, Estonia, Bośnia i Hercegowina, Dania, Słowenia i pozostałe 38 państw europejskich nie widzi sensu trenowania reprezentacji do lat 23.
Czyżby Piechniczek, Lato i Engel wi(e)dzieli lepiej niż cała Europa?

* Skomentuj ten wpis

Po co strona koniecpzpn.pl? No jakto po co?! Przecież domino musi się przewrócić!

Na temat ogólnonarodowego zrywu/buntu/wystąpienia o chwytliwym haśle “Koniec PZPN” ostatnio przycichło, bo powróciły pytania: Jaki jest sens istnienia strony koniecpzpn.pl? ; Czy jest w Polsce taki młot, który rozkuje PZPN-owski beton? ; Skoro nie udawało się nawet ministrom, to jakim sposobem uda się zwykłym obywatelom?

Po co strona koniecpzpn.pl? No właśnie po to, żeby ci wszyscy zapyziali członkowie Polskiego Związku Piłki Nożnej przestali być butni, aroganccy i pewni siebie, żeby poczuli, że tracą grunt pod nogami, że dupa już im stoi w płomieniach, a jak tak dalej pójdzie to spalą się cali od stóp do głów.

Mogą sobie mówić, że na mecz reprezentacji na 50-tysięczny stadion przyszło ledwie 3 000 kibiców, bo padał śnieg. Po rozpropagowaniu akcji “Pusty stadion” w każdy możliwy sposób to tłumaczenie jest śmieszne. Oczywiście nawet prezes Lato, który powiedział te słowa, w to nie wierzy. On sobie po prostu gada. Musi. Wychodzi z założenia, że jak nic nie robi to za te 50 000 PLN miesięcznie chociaż sobie pogada.
Najbliższy mecz reprezentacji (z Rumunią) przeniesiono do Warszawy, na stadion Legii, bo goście od razu po meczu będą chcieli wrócić do Bukaresztu. Tak głosi komunikat PZPN. Niewtajemniczonym pomogę: stadion przy Łazienkowskiej 3 jest w remoncie, czynna jest tylko trybuna, która ma 6 tysięcy miejsc. Zatem nawet jak przyjdzie 1,5 tysiąca Grzegorz Lato powie, że gdyby dostępne były wszystkie trybuny to przyszłoby co najmniej 3 razy więcej. Tak, wiem - nie poprawiajcie mnie w komentarzach, to się nazywa PZPNowska logika. Swoją drogą mogli lepiej zaszaleć i przenieść mecz na stadion Znicza w Pruszkowie albo Dolcana Ząbki (oba obiekty po 2 000). Na lotnisko przecież niedaleko i stąd, i stąd… A po meczu można by powiedzieć, że ponad połowa stadionu się zapełniła, czy coś w ten deseń.

Zostawmy ten śnieg i tych Rumunów, dla mnie i tak zdecydowanie najgłupszą wypowiedzią prezesa Lato jest:
(źródło: Futbol News)
- Gdzie są te zwiastuny lepszej przyszłości? - zapytał Latę Paweł Zarzeczny.
- Jak to gdzie? Dziewczynki do lat 17 wygrały właśnie dwa mecze w Holandii, źle? - odpowiedział Lato.

Tuszowanie rzeczywistości - to stara się robić PZPN, całe szczęście, że w sposób przedstawiony powyżej. Dlatego skutek tego ściemniania musi być mizerny.
I koniecpzpn.pl pomaga w wymuszaniu coraz większej liczby takich kretyńskich wypowiedzi i absurdów, witryna stała się początkiem, pierwszym klockiem domina, który się przewrócił i powalił sobą kolejny - odchodzą sponsorzy. Warto podkreślić, że są to istotni sponsorzy. Zdzisław Kręcina powiedział, że nie ci, to inni. Fajnie powiedział Zdzisław. Żeby się tylko grubo (żadna aluzja) nie zdziwił.
Niech prezes i działacze się kompromitują, nie chcąc udzielić prawdziwej odpowiedzi, zmyślają, błądzą i kłamią w tak żenujący sposób. Może wtedy wewnątrz związku sami zaczną się z siebie nabijać i dojdzie do pierwszego w historii “Powstania w PZPN”?

PZPN nieraz publicznie bagatelizował zarówno pomysł, jak i formę protestu zorganizowanego pod szyldem “Koniec PZPN”. Mówiono, że stronę zarejestrowano na Cyprze (i co z tego?), że wielu użytkowników rejestrowało się więcej niż jeden raz. Oczywiście, zapewne z tych przeszło 317 000 kibiców kilka tysięcy podało kilka adresów mailowych. Nawet jeśli, pewnie zaniżam, jest to 150 tysięcy ludzi, stanowi to ogromną siłę. Polacy mają ewidentnie dosyć tej układanki, każdy z nich chce stać się na chwilę dzieckiem i przewrócić to PZPNowskie domino. Ah, jaka by to była frajda!

Nie wiem, kiedy się to wszystko uda. Fajnie byłoby zburzyć to “prowizorkę na solidnym betonie” przed Euro 2012, ale chyba jest za dużo grubych elementów, żeby do tego czasu się wszystkie przewróciły.
Jednak UDA SIĘ, o to jestem spokojny.
Szalenie ważne
(używając języka wiceprezesa Engela) jest aby nie zaprzestać szerokopojętych “ANTYPZPNowskich” działań. Nie pozwólmy Grzegorzowi zarabiać krocie za nic, Antoniemu spokojnie siedzieć w domu przy kominku, Zdzisławowi jeść karkówki, Jerzemu hodować wąsów, Stefanowi używać laptopa.

Ok, trochę mnie poniosło. Ale wyobraźcie sobie taki happening - na Domino Day 2009 przewracany jest ogromny napis PZPN, a na każdym klocku jest twarz innego działacza… Transmisja tego wydarzenia miałaby w Polsce więcej widzów niż finał Mistrzostw Świata!

* Skomentuj ten wpis

Na gorąco, a zarazem na trzeźwo

Piszę szybko, więc nie dbam specjalnie o składnię, szyk i takie tam niepotrzebne w tym momencie pierdoły.
Oglądałem ten mecz na trzeźwo. I to był strategiczny błąd.  Śledzę kadrę od kilku ładnych lat i to był najgorszy mecz, jaki widziałem. My tego meczu nie przegraliśmy, my to spotkanie PRZE-JE-BA-LI-ŚMY.

Jednakże mimo mojej całej sympatii do Dariusza Szpakowskiego nie zgodzę się do końca z jego monologiem wygłoszonym pod koniec meczu. Nasz komentator wyraźnie zasugerował, że złej postawie w ostatnich meczach winny jest tylko Beenhakker i jego wizja gry jednym napastnikiem. Moim zdaniem tutaj 3 napastników by nic zmieniło. Chociaż przyznaję - po raz pierwszy (późno?!) podczas tego meczu pomyślałem sobie Dziadek, spierdalaj do Rotterdamu. Dymisja Beenhakkera jest nieunikniona [to myśl na gorąco], tylko z drugiej strony - co to da? [tu powraca trzeźwe myślenie].

Przyjdzie następny trener. Rewelacja. Świerza krew - napiszą gazety. Nowy selekcjoner jest dużo bardziej medialny od poprzedniego - będą podlizywać się pseudopismaki. I co dalej? Co mecz znowu powołania dla: Krzynówka, M. Lewandowskiego, Smolarka? Bo są doświadczeni i młodzi muszą się od kogoś uczyć? A jak nie będzie nominalnego lewego obrońcy to Krzynek się nada, bo jest lewonożny. Lewandowski to lider, trzyma szatnię. Faktycznie, zajebiście trzyma! A o Smolarka, gwiazdę jednych eliminacji (syndrom Olisadebe) bije się pół Europy! Tak, potwierdził to szczególnie w ostatniej minucie, jak z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam. Niech gra też Roger, bo jak już dostał to obywatelstwo to się przyda, no i kto jak kto, ale on na pewno ma to ostatnie podanie i jednym zagraniem potrafi przesądzić o losach meczu!
Jeśli tak mają wyglądać kryteria powołań, to ja dziękuję, rzucam butelką “Tyskiego” [sponsora reprezentacji Polski i trenera Leo Beenhakkera] w mój lśniący telewizor (Sony Bravia, 46”, Full HD!), wypinam się i kadry więcej nie oglądam.

Rewolucji nie będzie. Nie ma Che Guevary, jest Grzesiu Lato, Orzeł Górskiego (tutaj proszę o brawa dla prezesa!), który ceni sobie znakomite przyjaźnie z innymi Orłami i czasem mu braknie własnego zdania. Są też Antoś Piechniczek, Jurek Engel, Stefan Majewski i jego laptop. Oto nasi przywódcy! Na pewno mają niejeden plan, pomysł, projekt na nową, ciekawą komisję!

Jeżeli chodzi o nowego trenera moim jedynym kandydatem jest Franek Smuda. Nie wiem czy z reprezentacją uczyni cuda, ale dla mnie to jedyne “światełko w tunelu”. Chociaż z tego co słyszę w PZPN nie ma najwyższych notowań. Oby tylko nie przyszedł Stefek Majewski, bo powoła Gortata i Lampe dlatego, że mają ponad 2m wzrostu.

* Skomentuj ten wpis

Kobieta i Futbol - o jedno za dużo

Tak sobie myślę czy te dwa “zjawiska” da się pogodzić, na jakiejkolwiek płaszczyźnie. I nie będzie chyba zbyt daleko posuniętym szowinizmem (a już na pewno nie seksizmem), jeżeli napiszę, że futbol jest dla mężczyzn. Tak jak TVN Style jest dla bab, tak piłka nożna dla facetów. Brzmi jak “oczywista oczywistość”, ale pomyślcie, że kobieta z futbolem spotykają się dosyć często i prawie zawsze rodzą się z tego problemy…

Problem 1.
Tzw.
Piłkarki

Brrrr, to nawet dziwnie brzmi. Ogólnie kobiecy futbol uważam za sport dla przedstawicieli lekko jebniętych. Dlaczego? Jeśli widzę jakąś babkę ubraną w koszulkę, spodenki, ochraniacze, getry i korki to mam miliard różnych skojarzeń, ale ostatnią rzeczą o jakiej bym pomyślał jest to, że… ona chce strzelić gola. Nie, nie - football by women nie jest ani widowiskowy, ani pasjonujący, ani w żadnym stopniu przejmujący. Ktoś powie, że fanatyk ogląda nawet kobiety kopiące piłkę. Zgoda to jest fanatyk, ale na pewno nie futbolu. To musi być masochista. Sam raz uprawiałem ten masochizm i oglądałem coś takiego, co się dumnie meczem piłkarskim kobiet nazywa. Ból zadawałem sobie krótko (jakieś 7 minut), ale blizna i niechęć pozostały do dziś.

Problem 2.
Tzw. Dziennikarki sportowe

Na kobietę robiącą coś z pasją zawsze miło popatrzeć, ale mam nieodparte wrażenie, że zajmujące się futbolem panie nie czynią tego z własnej woli i chęci, tylko z powodów bardziej prozaicznych, typu: Inne redakcje były już zajęte.
Strasznie drażni mnie niekompetencja Pauliny Czarnoty-Bojarskiej(-Kołtoń?). Prowadzony przez nią wywiad to jakaś paździerz, masakra i tragedia. Irytuje mnie głupota dziennikarzy (obojętnie jakiej płci, ale tu skupiam się na kobietach), brak własnego zdania i szeroko pojmowanego taktu. I tak, gdy widzę jak pani redaktor stawia tezę, że Legia gra dziś słabo, a po chwili gdy Kiełbowicz mówi, że Zespół prezentuje się naprawdę dobrze, to kiwa głową i przyznaje mu rację, mam ochotę ją zastrzelić. Może nie jest to jakiś grzech ciężki, ale jeżeli robi to nagminnie to jest to niesamowicie drażniące. Albo ostatnio to chyba ona wraz z Paluchowskim “komentowała” sytuacje po meczu Legia-Zagłębie. Skrót trwał kilka minut. Gracz Legii mówił bardzo mało, ale przecież to nie on był dziennikarzem. Czarnota natomiast jakby czekała, aż piłkarz zacznie bawić się w komentatora, nie zadawała konkretnych pytań tylko rzucała jakieś półsłówka i dukała dziwne sentencje: No i tutaj, 10 minuta… I teraz… I tam… I tu… No i… Nie, no rewelacja! Rozumiem, że Canal+ chce mieć dodatkowy magnes przyciągający widzów do Ekstraklasy, ale jeżeli pani redaktor nie potrafi skleić zdania, a jak już coś powie to jest w stanie sama sobie zaprzeczyć 3x wciągu 30 sekund, to to mnie raczej odpycha. Zapraszamy do tenisa, tam się bardzo mało komentuje.
Przypomina mi się też historia, jak podczas finału LM (bodajże Milan-Lpool z Dudkiem) w studio TVP siedziała… Agata Passent. Oczywiście nic odkrywczego, poza zachęcającym do zrywu okrzyku Do boju Dudek!, nie powiedziała. Co ona tam robiła nie wiem do dziś. Domyślam się, że wydawca przegrał jakiś zakład z bliskim znajomym pani Agaty.

Problem 3.
Tzw. Znawczynie

Zjawisko można zaobserwować szczególnie, gdy wybranka stara się przypodobać swojemu wybrankowi. Niestety prędzej, czy później dochodzi do kwestii spalonego i klapa. Pojęcie spalony tłumaczyłem ze 100 razy różnym kobietom, ale jestem pewien, że żadna z nich dziś nie przytoczyłaby definicji. O wytłumaczeniu frazesu pozycja spalona już nawet nie wspominam, bo to “wyższa szkoła jazdy”. W tym wypadku między przypodobaniem się, a wkurwieniem kogoś różnica jest bardzo subtelna, prawda?
A tak całkiem poważnie to nie wiem jak was, ale mnie futbol w ustach pań nie kręci. Co więcej denerwuje mnie, gdy oglądam sobie mecz, a jakaś kobieta co jakiś czas podchodzi i się pyta Jaki wynik? A czy ja odpowiem 0:0, 2:1 czy 40:15 i tak nie będzie miało znaczenia, bo jej reakcja zawsze będzie taka sama: Aha.

Problem 4.
Tzw. Kibicki

Tu problem nie jest taki wielki i straszny, bo ze wszystkich tych konfiguracji najbardziej lubię popatrzeć na radosną dziewczynę ubraną w narodowe barwy na stadionie. Tylko znowu - nie wiem na ile to uśmiechanie się do kamery jest pozorowane, a ile jest w tym prawdziwej radości. Znam dziewczyny, które w przerwie w kolejce po coca-colę pytały się A z kim my tak w ogóle gramy? Albo z drugiej strony: nie znam kobiety, która powiedziałaby Boruc niesamowicie wyjął te dwie “setki”, ale bramkę powinien spokojnie wycięgnąć; Żewłakow nie powinien grać tak daleko od naszej bramki; albo chociaż Dlaczego Leo jeszcze nie zmienił Smolarka?

Problem 5.
Tzw. Sędziny

Tu zaznaczam, że dotyczy to tylko piłki nożnej w (jedynym słusznym) męskim wydaniu. Jeżeli panie sędziują sobie to nic mi do tego. Ale były przecież takie eksperymenty, że kobieta sędziowała na linii naszą ligę. Słabo to wyszło, ale jak mogło być inaczej, skoro dookoła niewiasty biega 22 bydlaków, którzy klną, plują i robią wślizgi w błocie. A gdy się im coś nie podoba to podbiegają i drą ryja do sędziego.
Była to odważna próba, przyznaję, ale oby z tego pomysłu wycofano się bezpowrotnie. Problem więc rozwiązany.

Tekst wyszedł trochę ironiczny, groteskowy, prześmiewczy ale prawdziwy chyba jednak też. I bardzo dobrze, bo taki być miał. Przecież jak spotykają się te dwa “zjawiska” nigdy nie jest poważnie.
Sami oceńcie: Kobieta, czy Futbol? Ja uważam, że i jedno, i drugie to zajęcia typowo męskie, tylko na szczęście nie da się ich pogodzić w jednej chwili.
A może jednak tak, jeśli kobieta przyniesie zimne piwo podczas meczu?! Ciekaw jestem waszych opinii.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


marzec 2010
P W Ś C P S N
« lutego    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031