W tym szaleństwie nie ma metody!
Kaka - 74 mln euro, Cristiano Ronaldo - 94 mln euro, [chwilowy] uśmiech kibica w Madrycie - bezcenny. Są rzeczy, których kupić nie można, o wszystkie inne poproś Florentino Pereza!
Kibice Realu są pewnie nadal w ekstazie. Jak już jednak przestaną skakać z podniecenia, wieszać na ścianach plakaty z Ronaldo i Kaką to powróci im trzeźwość umysłu i każdy z nich pewnie sobie pomyśli: Z czego ja się cieszę?
Abstrahując od tego, że jest kryzys, zastanawiające jest to, dlaczego prezydent Realu wydaje KOLOSALNE pieniądze na kolejnych piłkarzy. Osobiście nie widzę w tym przemyślanych działań, tylko coś w rodzaju populizmu: Wybierzcie mnie na prezydenta klubu to wam kupię drogich piłkarzy i będziemy najlepsi! Przywrócę erę Galacticos!
Ja wiem, Kaka i Ronaldo to nie ogórki, ale ciekaw jestem czy prezydent/dyrektor sportowy/trener ma jakąś wizję tego zespołu. Odnoszę nieodparte wrażenie, że w Realu pracuje więcej PRowców, niż ludzi znających się na piłce. Zauważcie, że pod każdą informacją o kupnie nowego gracza jest także notka, że Real negocjuje prawa do wizerunku piłkarza. Wiem, wiem, to szalenie ważne w dzisiejszym futbolu, ale czy klub piłkarski ma być głównie maszynką do zarabiania pieniędzy, czy jednak klubem piłkarskim? Kibice powinni się szczycić tym, że Real jest najbogatszym i największym klubem, czy najlepiej grającym? Wydaje mi się, że w przypadku madrytczyków ta granica jest bardzo płynna… Podejście Pereza jest dla mnie jasne - kupimy tego, tamtego i jeszcze innego, bo oni są najlepsi i dzięki nim my staniemy się najlepsi. Oj drogi Florentino, jak bardzo się mylisz…
Zabawne jest to, że w Madrycie od kilku lat… co sezon robią to samo! Nie ma sukcesów - wymieniamy połowę zespołu! Co prawda, od czasu kupna Beckhama, nie było tak spektakularnych transferów, jak tego lata, ale praktycznie po każdym sezonie [udanym bardziej, lub mniej] obowiązywała zasada wszyscy oprócz Casillasa i Raula są na sprzedaż, bo musimy kupić nowych, lepszych!
Porównania na linii Madryt - Barcelona są nieuniknione.
Dlaczego zatem w Realu nie dano większej szansy żadnemu trenerowi, tak jak wcześniej Rijkardowi w Barcelonie? Leciały kolejne głowy, przychodzi następni trenerzy, piłkarze i niewiele się zmieniało. Hasło promowane w Katalonii Coś więcej niż klub, jest tu chyba bardzo wymowne. Patrząc na grę Barcelony, szczególnie Maluchów, widać piękno futbolu, świetną zabawę ale też jedność. A czy w Madrycie, ktoś poza Casillasem i Raulem oddałby życie za Real? Nie sądzę. Pepe zabiłby na boisku rywala, ale chyba nie dlatego, że jest zdeterminowany, by wynieść swój klub na piedestał, bez względu na środki.
Wydaje mi się, że ludzie pracujący w Blaugranie to lepsi stratedzy. A już na pewno mają więcej cierpliwości od tych z Madrytu. To, co osiągnęła w tym sezonie Barca jest niesamowite, ale jak słusznie zauważył Trixi Begiristain jest to również w dużej mierze zasługa Franka Rijkarda. Wiadomo - szatnię trzeba przewietrzyć, raz na kilka sezonów, ale nie co roku!
Oglądając Barcelonę Rijkarda i Ronaldinho myślałem, że to futbol totalny. Patrząc na grę piłkarzy Guardioli widzę, że przy solidnych podstawach drużyna ewoluuje, staje się coraz lepsza. Trzeba tylko jej zaufać i dać trochę czasu.
Wszystko jedno kogo jeszcze (i za ile) Real kupi, nie wierzę, żeby od razu zaczął zdobywać trofea. Ta drużyna będzie na prawdę mocna, za sezon, dwa, jeżeli będzie miała na to szansę. Trzeba poczekać, bo choćby nie wiem jakie umiejętności posiadali jego piłkarze z marszu nie będą tworzyć kolektywu.
Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że jak po sezonie nie będzie sukcesów, to władze znów zmienią trenera lub/i piłkarzy, bo są za słabi, by tworzyć wielki Real. Ale grunt, że sprzedadzą biliardy białych koszulek z nazwiskiem Ronaldo, bo chociaż kasa się zgodzi.
Komentarze (6)