Archiwum dla czerwiec, 2009

W tym szaleństwie nie ma metody!

Kaka - 74 mln euro, Cristiano Ronaldo - 94 mln euro, [chwilowy] uśmiech kibica w Madrycie - bezcenny. Są rzeczy, których kupić nie można, o wszystkie inne poproś Florentino Pereza!

Kibice Realu są pewnie nadal w ekstazie. Jak już jednak przestaną skakać z podniecenia, wieszać na ścianach plakaty z Ronaldo i Kaką to powróci im trzeźwość umysłu i każdy z nich pewnie sobie pomyśli: Z czego ja się cieszę?
Abstrahując od tego, że jest kryzys, zastanawiające jest to, dlaczego prezydent Realu wydaje KOLOSALNE pieniądze na kolejnych piłkarzy. Osobiście nie widzę w tym przemyślanych działań, tylko coś w rodzaju populizmu: Wybierzcie mnie na prezydenta klubu to wam kupię drogich piłkarzy i będziemy najlepsi! Przywrócę erę Galacticos!
Ja wiem, Kaka i Ronaldo to nie ogórki, ale ciekaw jestem czy prezydent/dyrektor sportowy/trener ma jakąś wizję tego zespołu. Odnoszę nieodparte wrażenie, że w Realu pracuje więcej PRowców, niż ludzi znających się na piłce. Zauważcie, że pod każdą informacją o kupnie nowego gracza jest także notka, że Real negocjuje prawa do wizerunku piłkarza. Wiem, wiem, to szalenie ważne w dzisiejszym futbolu, ale czy klub piłkarski ma być głównie maszynką do zarabiania pieniędzy, czy jednak klubem piłkarskim? Kibice powinni się szczycić tym, że Real jest najbogatszym i największym klubem, czy najlepiej grającym? Wydaje mi się, że w przypadku madrytczyków ta granica jest bardzo płynna… Podejście Pereza jest dla mnie jasne - kupimy tego, tamtego i jeszcze innego, bo oni są najlepsi i dzięki nim my staniemy się najlepsi. Oj drogi Florentino, jak bardzo się mylisz…

Zabawne jest to, że w Madrycie od kilku lat… co sezon robią to samo! Nie ma sukcesów - wymieniamy połowę zespołu! Co prawda, od czasu kupna Beckhama, nie było tak spektakularnych transferów, jak tego lata, ale praktycznie po każdym sezonie [udanym bardziej, lub mniej] obowiązywała zasada wszyscy oprócz Casillasa i Raula są na sprzedaż, bo musimy kupić nowych, lepszych!

Porównania na linii Madryt - Barcelona są nieuniknione.
Dlaczego zatem w Realu nie dano większej szansy żadnemu trenerowi, tak jak wcześniej Rijkardowi w Barcelonie? Leciały kolejne głowy, przychodzi następni trenerzy, piłkarze i niewiele się zmieniało. Hasło promowane w Katalonii Coś więcej niż klub, jest tu chyba bardzo wymowne. Patrząc na grę Barcelony, szczególnie Maluchów, widać piękno futbolu, świetną zabawę ale też jedność. A czy w Madrycie, ktoś poza Casillasem i Raulem oddałby życie za Real? Nie sądzę. Pepe zabiłby na boisku rywala, ale chyba nie dlatego, że jest zdeterminowany, by wynieść swój klub na piedestał, bez względu na środki.
Wydaje mi się, że ludzie pracujący w Blaugranie to lepsi stratedzy. A już na pewno mają więcej cierpliwości od tych z Madrytu. To, co osiągnęła w tym sezonie Barca jest niesamowite, ale jak słusznie zauważył Trixi Begiristain jest to również w dużej mierze zasługa Franka Rijkarda. Wiadomo - szatnię trzeba przewietrzyć, raz na kilka sezonów, ale nie co roku!
Oglądając Barcelonę Rijkarda i Ronaldinho myślałem, że to futbol totalny. Patrząc na grę piłkarzy Guardioli widzę, że przy solidnych podstawach drużyna ewoluuje, staje się coraz lepsza. Trzeba tylko jej zaufać i dać trochę czasu.

Wszystko jedno kogo jeszcze (i za ile) Real kupi, nie wierzę, żeby od razu zaczął zdobywać trofea. Ta drużyna będzie na prawdę mocna, za sezon, dwa, jeżeli będzie miała na to szansę. Trzeba poczekać, bo choćby nie wiem jakie umiejętności posiadali jego piłkarze z marszu nie będą tworzyć kolektywu.
Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że jak po sezonie nie będzie sukcesów, to władze znów zmienią trenera lub/i piłkarzy, bo są za słabi, by tworzyć wielki Real. Ale grunt, że sprzedadzą biliardy białych koszulek z nazwiskiem Ronaldo, bo chociaż kasa się zgodzi.

Nie taki Brożek świetny, jakim go malują

Już widzę te bluzgi w komentarzach pod moim adresem, niewybredne epitety skierowane do mnie i mojej rodziny. Już teraz czytam kwestionowanie mojej wiedzy piłkarskiej i… zdrowości umysłu. Niektórzy mogą pomyśleć, że jestem zboczony, inni, że popełniłem jakiś błąd w tytule, więc może napiszę jeszcze raz, trochę innymi słowami:
Uważam, że Paweł Brożek to tylko niezły napastnik.
Dlaczego tylko niezły?
Dlatego, że… są lepsi (nawet w naszej Ekstraklasie).
Moim zdaniem to, że strzelił w 140 meczach ligowych w Wiśle 65 bramek nie robi z niego jeszcze “niesamowitego”, “wspaniałego”, czy chociażby nawet “świetnego”.
Owszem jak na swój wiek jest bardzo utytułowany (6 MP, 2 PP), ale na jego miejscu identyfikowałbym się z tylko ze zdobyczami z dwóch ostatnich sezonów. No i dwa tytuły Króla Strzelców pod rząd - to rzeczywiście może robić wrażenie. Ale… na mnie nie robi. Skoro w ostatnim sezonie Królem Strzelców był też BEZNADZIEJNY Takesure Chinyama…
Na czym polega więc fenomen Pawła Brożka?
Z całą pewnością związany jest z jego niesamowitą skutecznością w ostatnich dwóch latach. Skuteczność i… No właśnie - co? Co wywyższa go ponad naszą ligę? Nie mam pojęcia.
Nie przekonuje mnie styl gry Brożka, sposób jego biegania, poruszania się po boisku… Efektowne bramki strzela rzadko, specjalnym walczakiem też nie jest. Dlatego nie popadam w ekstazę gdy słyszę “Brożek znowu coś ustrzelił!”. Rozumiem radość kibiców Wisły, której Brożek zapewnił niejedno zwycięstwo, jestem jednak pewien, że w żadnym innym klubie nie będzie on tak dobry.
Swoją drogą ciekawe czy “MVP” ubiegłego sezonu Ekstraklasy latem wyruszy na podbój Europy. Ja na jego miejscu nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei. Nawet jeśli Wisła Brożka sprzeda to mam wrażenie, że pogubi się on za granicą tak jak swego czasu Kuźba, Franek czy Svitlica. Oni wszyscy byli świetni na polskich boiskach, ale zagranicą bywało już różnie.

Jeśli napastnik Wisły wyjedzie za granicę sukcesu nie odniesie. Nie będzie to też jakiś spektakularny upadek, bo raz na jakiś czas pewnie i coś strzeli, ale bez szaleństw. Początek w pierwszym składzie, odliczanie minut bez strzelenia gola, potem ława, “etap jokera”, aż w końcu powrót do Wisły.

W 2005 roku w Krakowie po pierwszym meczu z Panathinaikosem niemal świętowano już awans do Ligi Mistrzów (Bramy raju stoją otworem - pisały gazety). Pamiętam jak mój dobry znajomy też strasznie się cieszył, że w końcu polski zespół zagra w LM. Powiedziałem mu wtedy coś takiego: “Człowieku, czym ty się grzejesz? Wisła nie awansuje. Taki Brożek wyjdzie na murawę, zobaczy wokoło 65000 ludzi i będzie miał pełne gacie.” Niestety sprawdziło się. Brożek zagrał chyba największy piach w życiu.

Od tamtego czasu, sporo się zmieniło, to prawda - niewątpliwie Brożek ma w Wiśle mocniejszą pozycję, trochę bramek nastrzelał, nabrał doświadczenia i może nie są już mu potrzebne pampersy na mecze z wielkimi rywalami (bo przecież ma już na rozkładzie bramkarza Tottenhamu!).
Mimo to nie wierzę, że Paweł Brożek kiedykolwiek zajmie szczególne miejsce w historii polskiej piłki.

Bzdura - Prawda 3:1, czyli posezonowe refleksje

Na początek kilka opinii, które najczęściej słyszałem po zakończeniu ostatniej kolejki naszej ukochanej Ekstraklasy:

1. Poziom Ekstraklasy się podniósł
2. Poziom ligi się wyrównał
3. Wygrała drużyna, która prezentowała się najrówniej przez cały sezon
4. Emocje były do końca

A teraz ustosunkuję się do powyższych zdań:
1. bzdura
2. bzdura
3. bzdura
4. prawda

Dlaczego 3:1 dla bzdury?

Ekscytacja niektórych (szczególnie działaczy PZPN, czy klubów), wywołana “coraz wyższym” poziomem naszej ligi wywołuje u mnie na twarzy szeroki, słowiański uśmiech. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że jestem dosyć wesołym człowiekiem i uśmiecham się bardzo często - szczególnie jak usłyszę coś śmiesznego.
Niby czym ten owy “wyższy poziom” się objawia?
Tym, że Mistrza nie znaliśmy do przedostatniej [tak, piszę to celowo] kolejki?
Może jestem w błędzie, ale to, że Wisła, Lech i Legia dawały dupy (każdy zespół w innej części sezonu) i na koniec wyszło na to, że dały tej dupy prawie po równo, nie znaczy, że któraś z tych drużyn podniosła poziom ligi. Poziomu Ekstraklasy nie podniosły też na pewno Polonia, Bełchatów czy Śląsk.
A może tym, że dopiero w ostatniej kolejce poznaliśmy 2 drużyny, które spadają?
Nie, to akurat gwarantowało te emocje, co do których się zgadzam. Moim zdaniem niemoc Górnika, bezsilność Cracovii i frajerstwo Arki świadczą o czymś innym…
Mimo wszystko muszę przyznać, że wolę takie rozgrywki - w których do końca nie wszystko jest jasne. Kto będzie Majstrem, kto spadnie…  W mojej ocenie jednak cały sezon Ekstraklasy był słaby, oczywiście czasem - tak jak w filmie dla dorosłych - bywały momenty, ale ogóle wrażenie pozostaje bardzo marne.

Co do wyrównanego poziomu… wspomniane wcześniej gubienie punktów przez Legię i Wisłę dzięki czemu do czuba tabeli dołączyły dwie, trzy “nowe” drużyny, nie świadczy o sile tych “świerzaków”, tylko o słabości corocznych kandydatów do tytułu.

Wisła Kraków nie grała najrówniej przez cały sezon. Nie zmieni tego liczba zgromadzonych punktów, czy nawet tytuł WSPÓŁkróla strzelców dla Pawła Brożka (swoją drogą fenomen Brożka to dla mnie dziwna sprawa, ale o tym innym razem).
Najrówniej przez cały sezon to grał chyba Górnik Zabrze, który konsekwentnie w co drugim meczu zbierał baty.
Wielka szkoda, że emocje w tym sezonie ograniczały się do tego, który zespół straci najwięcej punktów, a nie np. który strzeli najwięcej bramek. Czy zmieni się to w przyszłym sezonie? Tak, wtedy gdy Nigeryjczyk Kanu przyjdzie do Wisły…


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


czerwiec 2009
P W Ś C P S N
    lipca »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930