Kobieta i Futbol - o jedno za dużo

Tak sobie myślę czy te dwa “zjawiska” da się pogodzić, na jakiejkolwiek płaszczyźnie. I nie będzie chyba zbyt daleko posuniętym szowinizmem (a już na pewno nie seksizmem), jeżeli napiszę, że futbol jest dla mężczyzn. Tak jak TVN Style jest dla bab, tak piłka nożna dla facetów. Brzmi jak “oczywista oczywistość”, ale pomyślcie, że kobieta z futbolem spotykają się dosyć często i prawie zawsze rodzą się z tego problemy…

Problem 1.
Tzw.
Piłkarki

Brrrr, to nawet dziwnie brzmi. Ogólnie kobiecy futbol uważam za sport dla przedstawicieli lekko jebniętych. Dlaczego? Jeśli widzę jakąś babkę ubraną w koszulkę, spodenki, ochraniacze, getry i korki to mam miliard różnych skojarzeń, ale ostatnią rzeczą o jakiej bym pomyślał jest to, że… ona chce strzelić gola. Nie, nie - football by women nie jest ani widowiskowy, ani pasjonujący, ani w żadnym stopniu przejmujący. Ktoś powie, że fanatyk ogląda nawet kobiety kopiące piłkę. Zgoda to jest fanatyk, ale na pewno nie futbolu. To musi być masochista. Sam raz uprawiałem ten masochizm i oglądałem coś takiego, co się dumnie meczem piłkarskim kobiet nazywa. Ból zadawałem sobie krótko (jakieś 7 minut), ale blizna i niechęć pozostały do dziś.

Problem 2.
Tzw. Dziennikarki sportowe

Na kobietę robiącą coś z pasją zawsze miło popatrzeć, ale mam nieodparte wrażenie, że zajmujące się futbolem panie nie czynią tego z własnej woli i chęci, tylko z powodów bardziej prozaicznych, typu: Inne redakcje były już zajęte.
Strasznie drażni mnie niekompetencja Pauliny Czarnoty-Bojarskiej(-Kołtoń?). Prowadzony przez nią wywiad to jakaś paździerz, masakra i tragedia. Irytuje mnie głupota dziennikarzy (obojętnie jakiej płci, ale tu skupiam się na kobietach), brak własnego zdania i szeroko pojmowanego taktu. I tak, gdy widzę jak pani redaktor stawia tezę, że Legia gra dziś słabo, a po chwili gdy Kiełbowicz mówi, że Zespół prezentuje się naprawdę dobrze, to kiwa głową i przyznaje mu rację, mam ochotę ją zastrzelić. Może nie jest to jakiś grzech ciężki, ale jeżeli robi to nagminnie to jest to niesamowicie drażniące. Albo ostatnio to chyba ona wraz z Paluchowskim “komentowała” sytuacje po meczu Legia-Zagłębie. Skrót trwał kilka minut. Gracz Legii mówił bardzo mało, ale przecież to nie on był dziennikarzem. Czarnota natomiast jakby czekała, aż piłkarz zacznie bawić się w komentatora, nie zadawała konkretnych pytań tylko rzucała jakieś półsłówka i dukała dziwne sentencje: No i tutaj, 10 minuta… I teraz… I tam… I tu… No i… Nie, no rewelacja! Rozumiem, że Canal+ chce mieć dodatkowy magnes przyciągający widzów do Ekstraklasy, ale jeżeli pani redaktor nie potrafi skleić zdania, a jak już coś powie to jest w stanie sama sobie zaprzeczyć 3x wciągu 30 sekund, to to mnie raczej odpycha. Zapraszamy do tenisa, tam się bardzo mało komentuje.
Przypomina mi się też historia, jak podczas finału LM (bodajże Milan-Lpool z Dudkiem) w studio TVP siedziała… Agata Passent. Oczywiście nic odkrywczego, poza zachęcającym do zrywu okrzyku Do boju Dudek!, nie powiedziała. Co ona tam robiła nie wiem do dziś. Domyślam się, że wydawca przegrał jakiś zakład z bliskim znajomym pani Agaty.

Problem 3.
Tzw. Znawczynie

Zjawisko można zaobserwować szczególnie, gdy wybranka stara się przypodobać swojemu wybrankowi. Niestety prędzej, czy później dochodzi do kwestii spalonego i klapa. Pojęcie spalony tłumaczyłem ze 100 razy różnym kobietom, ale jestem pewien, że żadna z nich dziś nie przytoczyłaby definicji. O wytłumaczeniu frazesu pozycja spalona już nawet nie wspominam, bo to “wyższa szkoła jazdy”. W tym wypadku między przypodobaniem się, a wkurwieniem kogoś różnica jest bardzo subtelna, prawda?
A tak całkiem poważnie to nie wiem jak was, ale mnie futbol w ustach pań nie kręci. Co więcej denerwuje mnie, gdy oglądam sobie mecz, a jakaś kobieta co jakiś czas podchodzi i się pyta Jaki wynik? A czy ja odpowiem 0:0, 2:1 czy 40:15 i tak nie będzie miało znaczenia, bo jej reakcja zawsze będzie taka sama: Aha.

Problem 4.
Tzw. Kibicki

Tu problem nie jest taki wielki i straszny, bo ze wszystkich tych konfiguracji najbardziej lubię popatrzeć na radosną dziewczynę ubraną w narodowe barwy na stadionie. Tylko znowu - nie wiem na ile to uśmiechanie się do kamery jest pozorowane, a ile jest w tym prawdziwej radości. Znam dziewczyny, które w przerwie w kolejce po coca-colę pytały się A z kim my tak w ogóle gramy? Albo z drugiej strony: nie znam kobiety, która powiedziałaby Boruc niesamowicie wyjął te dwie “setki”, ale bramkę powinien spokojnie wycięgnąć; Żewłakow nie powinien grać tak daleko od naszej bramki; albo chociaż Dlaczego Leo jeszcze nie zmienił Smolarka?

Problem 5.
Tzw. Sędziny

Tu zaznaczam, że dotyczy to tylko piłki nożnej w (jedynym słusznym) męskim wydaniu. Jeżeli panie sędziują sobie to nic mi do tego. Ale były przecież takie eksperymenty, że kobieta sędziowała na linii naszą ligę. Słabo to wyszło, ale jak mogło być inaczej, skoro dookoła niewiasty biega 22 bydlaków, którzy klną, plują i robią wślizgi w błocie. A gdy się im coś nie podoba to podbiegają i drą ryja do sędziego.
Była to odważna próba, przyznaję, ale oby z tego pomysłu wycofano się bezpowrotnie. Problem więc rozwiązany.

Tekst wyszedł trochę ironiczny, groteskowy, prześmiewczy ale prawdziwy chyba jednak też. I bardzo dobrze, bo taki być miał. Przecież jak spotykają się te dwa “zjawiska” nigdy nie jest poważnie.
Sami oceńcie: Kobieta, czy Futbol? Ja uważam, że i jedno, i drugie to zajęcia typowo męskie, tylko na szczęście nie da się ich pogodzić w jednej chwili.
A może jednak tak, jeśli kobieta przyniesie zimne piwo podczas meczu?! Ciekaw jestem waszych opinii.


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


lipiec 2010
P W Ś C P S N
« czerwca    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031